poniedziałek, 31 marca 2014

3 książki o Francji, które mnie rozczarowały

Paryż jest zawsze dobrym pomysłem!
Na cel podróży, na temat książki, na motyw przewodni restauracji.
Na półkach księgarni pojawia się coraz więcej miasta świateł, coraz więcej francuskiej atmosfery i paryskiego szyku chcemy wprowadzić do naszego życia. Czytamy zachłannie kolejne paryskie tytuły, marząc o stolicy Francji, powtarzając sobie, że to miejsce, gdzie nic złego nie może się przytrafić, bo przecież tak tam pięknie. Paryż, niewiarygodnie modna stolica mody. Każdy chce tam spędzić romantyczny weekend, poczuć paryski luksus, mieć w sobie paryską elegancję.
I tak, obserwuję kolejne francuskie kawiarenki powstające w polskich miastach, ale o nich innym razem. Dziś o francuskich tytułach, na które nietrudno się skusić, a które tak często niestety rozczarowują. Dlaczego? O Paryżu i Francji pisać jest łatwo. Szczególnie tym, którzy tam przyjechali, zmienili swoje życie, zostawiając gorzką przeszłość za sobą. Nam, nie-Francuzom, a Francją zafascynowanym, wydaje się, że tam żyje się łatwiej, lżej, wolniej, przyjemniej. Jak jest naprawdę? Wiem, że we Francji tak samo jak w Polsce ludzie codziennie wstają do pracy, prowadzą domy, mają kłopoty, obowiązki i dzieci, które (uwaga) grymaszą. Wiem, że we Francji czas nie płynie wolniej i doba nie trwa 30 godzin. Czego więc właściwie im zazdrościmy? Uśmiechu, szczupłych sylwetek, zabytków, klimatu, wyższej jakości życia chociażby wyrażonej w dobrej kawie i świeżym croissancie? Wszystko moi drodzy zaczyna się w głowie, my też możemy być uśmiechnięci, szczupli i wybierać wysokiej jakości kawę i świeżego croissanta na co dzień. Zabytki i miasta również mamy piękne, a każde z nich ma swój niepowtarzalny klimat. Może jest więc tak, że cudze chwalimy, a swojego nie znamy? Zdaje mi się, że Paryż oprócz swojej wieloletniej tradycji bycia wspaniałym, ma też przypadkiem dobry marketing szeptany;)

I nie żebym się Francją nie zachwycała - jestem francjo- i paryżoholiczką. Bo kraj jest piękny, a jeszcze piękniejszy jest język. Gdybym miała więcej odwagi dawno byłabym w Paryżu na wymianie studenckiej albo pracowałabym jako au pair u francuskiej rodziny dłużej niż miesiąc. Ale staram się na popularny wokoło parysko- francuski zachwyt patrzeć z przymrużeniem oka. Dlaczego? Bo Paryż się dobrze sprzedaje, a  za tym niestety nie zawsze idzie wysoka jakość. I właśnie to chcę Wam pokazać przedstawiając trzy książki o Francji, które mnie rozczarowały.
Lekcje Madame Chic, Mała Angielka, Francuska oberża

Lekcje Madame Chic
Bardzo ciekawa byłam książki napisanej przez amerykańską blogerkę lifestylową Jennifer L. Scott. To chyba dlatego, że wokół niej tyle szumu. Wszyscy ją już przeczytali, są w trakcie lub zaraz zaczną czytać. Nic więc dziwnego, że wiązałam z nią "wielkie nadzieje". Przejdźmy zatem do sedna. Lekka, przyjemna, chwilami nużąca opowieść o Amerykance, która w Paryżu odkrywa siebie na nowo. Od znanych jej Paryżanek czerpie wiedzę o życiu z klasą i wskazówki te przekazuje nam, czytelniczkom. Sympatycznie i francusko, ale czegoś mi brakuje. Jakby za dużo w tym amerykańskiego stylu, mam wrażenie, że zachwyt Paryżem jest aż nadto napompowany i przez to nieco sztuczny. Książkę przeczytałam szybko, ale została we mnie jakaś taka niewypełniona pustka, której amerykańska autorka nie potrafiła wypełnić. Może po prostu ja Paryżem zachwycam się inaczej, nie wiem...
Co innego pozycja Mireille Guilliano Francuzki nie tyją - wiedzę na temat francuskiego stylu, klasy, podejścia do życia i żywienia czerpmy z pierwszej, francuskiej ręki;)

Mała Angielka
Historia dość banalna, bohaterka spełnia swoje marzenie o zamieszkaniu we Francji, zakochuje się, ma dziecko, raz jest szczęśliwa, raz zrozpaczona. W pewnym momencie zaczyna pisać bloga i... wdaje się w romans z czytelnikiem... Niby fajna, lekka historia, ale jakoś nie kręcą mnie jej życiowe kłopoty. Skusiła mnie okładka w księgarnianym outlecie i trochę żałuję wydanych dziesięciu złotych.

Francuska oberża
Podobnie jest z tym tytułem, chociaż kończąc tę książkę byłam dużo mniej zniesmaczona niż Małą Angielką. Sympatyczna, aczkolwiek prościutka historyjka dla tych, którzy marzą o kupieniu domu we Francji. Kłopoty brytyjskiego małżeństwa nie zniechęciły mnie i wciąż chętnie taki dom kupię. Po dobrnięciu do końca postanowiłam jeszcze bardziej krytycznie patrzeć na ładne okładki i szukać ambitniejszych wydawnictw.

Może się czepiam, może jestem za bardzo wymagająca, ale powiedzcie sami - nie jest trochę tak, że Francja i Paryż na okładce są gwarancją sukcesu, przez co treść serwowana czytelnikowi, która powinna być kluczowa schodzi trochę na dalszy plan? Czytam kolejne francusko-paryskie książki by do końca sprawdzić moją tezę. Wrócę do Was z tymi tytułami, z których naprawdę można czerpać inspirację.

17 komentarzy:

  1. Z tego trio czytałam tylko "Lekcje..." i mam po nich straszny niesmak. Nic odkrywczego, nic nowego nie dało się z tej książki dowiedzieć. Zwłaszcza przy rozdziale o pielęgnacji i urodzie momentami parskałam śmiechem na propozycje autorki - jest ktoś kto tego nie wie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tyle zachwytów na ten temat przeczytałam, że myślałam że tylko ze mną coś nie tak... Zastanawiam się jeszcze nad książką Paryski szyk, ale w tym przypadku już nawet okładka i sposób wydania mnie zniechęca, więc może sobie daruję.

      Usuń
    2. Kurcze, a ja bardzo chciałam je przeczytać i Lekcje i Szyk... z tego co obserwuję to najpierw na blogach były zachwyty, a od dziś jest nagonka :) ale żeby się wypowiedzieć musze sama przeczytać. Jeśli będziesz chciała odsprzedać Lekcje to jestem chętna :) mwozna@op.pl

      Usuń
    3. Chętnie bym Ci ją odesłała, ale niestety nie dość że treść mnie rozczarowała to jeszcze książka się kompletnie rozkleiła, także muszę ją doprowadzić do porządku, a widziałam że pisałaś u StyleDigger i odpisała Ci że się odezwie wieczorem :)

      Usuń
  2. Ja na lato zawsze wypożyczam sobie książki, które na okładce mają Francję lub Toskanię :) Totalnie zgadzam się, że okładka ma znaczenie!
    Przeczytałam tylko "lekcje Madane Chic" i już nie mogę się doczekać dwóch pozostałych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, zdecydownie cudze chwalimy, a swego nie znamy. Zwykle dużo podróżuję po innych państwach, a Naszą Ojczyznę niestety odstawiłam na dalszy tor. Marzec spędziłam w Polsce i miałam dużo czasu na odkrywanie jej na nowo. Byłam zachwycona jak wiele przepięknych miejsc mamy, a które niestety są mało znane. Jeśli chcesz o nich poczytać, zapraszam na mój drugi blog. Ostatni wpis jest o cudownej malowanej wiosce Zalipie, a dziś pojawi się Pacanów :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapomniałam dopisać, mój drugi blog to : www.kanoklik.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha, ja właśnie odkryłam, że co do pielęgnacji ja i Francja według Jennifer fundamentalnie się nie zgadzamy: ja wierzę Caroline Hirrons (że trzeba myc twarz rano), a Jennifer zakłada, że skóra przez noc się nie poci i nie ma co jej myć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety ale tego typu ksiązki bywaja rozczarowujące, bo większość z nas (te, ktore czytają magazyny, blogi etc) ma tę wiedzę od dawna. Mnie właśnie w ten sposób rozczarowała ksiązka Inez de la Fressange.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe, Styledigger też wstawiła post z recenzją Lekcje Madame Chic: http://styledigger.com/2014/03/lekcje-madame-chic.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wiem, rozbawilo mnie to bardzo kiedy po publikacji posta zobaczyłam jej nowy post o tej właśnie książce:)

      Usuń
  8. Ja się czaję na tę książkę w bibliotece i co chwilę mi ją ktoś sprzed nosa sprząta. Duże zainteresowanie to może i warto, pomyślałam sobie na początku, ale to już któraś nie zbyt dobra recenzja jaką znalazłam i chyba przestanę na nią polować. Może wrócę do tego jak szum ucichnie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć Marysiu,

    Właśnie odkryłam Twojego bloga, z czego bardzo się cieszę! :) Zgadzam się z Tobą, że Francja i Paryż świetnie się sprzedają, mnie jako romanistkę mieszkającą we Francji męczą już i nieco irytują te same stereotypy w kółko w Polsce wałkowane, a mające z rzeczywistością niewiele wspólnego. Fajnie, ze podeszłaś do tego inaczej i nieco bardziej krytycznie. Jestem ciekawa zapowiedzianego tematu "francuskich" kawiarni w Polsce i tego, czy Twoje obserwacje pokryją się z moimi. :)

    Pozdrawiam ciepło:)
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  10. Lekcje Madame Choc uwielbiam! Myślę, że to nie do końca jest książka o Paryżu, a raczej z Paryżem w tle, a jej przesłenie jest zupełnie inne: każdy może zmienić siebie i czuć się szczęśliwie wszędzie. To jeden z tych poradników, które przekazuję teoretycznie proste, czasem oczywiste informacje, których ludzie (kobiety) po prostu niestety nie stosują. Jets to taki rodzaj ksiażki który ma motywować i pobudzać do działania, bo to działanie wcale nie jest trudne i każdy może się zastosować bez względu na grubość portfela. Osobiście bardzo lubię takie książki, bo bardzo pozytywnie mnie nastawiają. Poza tym choć osobiście znam tylko troszkę tą południową i środkową Francję, wiele rzeczy które przeczytałam w tej książce jakby znów mnie tam przeniosła:)

    OdpowiedzUsuń
  11. W planach miałam przeczytanie, ale strasznie mnie zniechęciłaś;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprobuj, może będziesz mniej krytyczna niż ja

      Usuń
  12. Ja polecam czesc pierwsza z serii "Merde" :)

    OdpowiedzUsuń