sobota, 28 grudnia 2013

Pisarze do piór...

Końcówka starego roku i sam początek nowego na pewnym etapie życia człowieka malują się niezbyt kolorowo. Okres taki przypada dwa razy do roku i nie wiąże się ani z Bożym Narodzeniem ani z Wielką Nocą, mimo że ten zimowy terminem jest zbliżony. To taki moment, kiedy człowiek budzi się z zimowego lub wiosennego snu i ze świętego spokoju. To taki czas, kiedy niezbędne jest źródełko tryskające kawą i kiedy doba rozciągać się powinna jak wygimnastykowana baletnica. To okres, w którym zainteresowani biją się w pierś żałując, że wcześniej nie zaangażowali się bardziej. To okres, w którym nawet ci najbardziej migający się od sprzątania, wymiatają kurz z najgłębszych zakamarków, by proces nadrabiania zaległości opóźnić jak się da. 
To ciężki okres, ale jak już minie...



9 komentarzy:

  1. oj znam to!! Trzymaj się dzielnie Marysia :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podoba mi sie jęk piszesz! Jest w tym mądrość i troszkę tajemnicy ;) obserwuje i liczę na to samo
    patyskaa.blogspot.be

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, no tak. Zbliża się... A mnie po raz pierwszy w tym roku nie dotyczą żadne zobowiązania wobec uczelni i nie mogę powiedzieć, że mnie to raduje. Bez sesji... nie ma tego pięknego czasu PO...

    OdpowiedzUsuń
  4. ach, pamiętam
    jak dobrze, że mi więcej kurzu niż zobowiązań zostało

    OdpowiedzUsuń
  5. ja moje nowe cele zaczęłam realizować od grudnia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. hmm najbardziej jednak smuci mnie "studenci do nauki". Bo zdałam sobie sprawę, że sesja za pasem....

    OdpowiedzUsuń
  7. O tak… nauka od stycznia przybiera innego wymiaru.

    OdpowiedzUsuń
  8. :) świetny ten cytat! Ubawiłam się :)

    Pięknego Nowego Roku Ci życzę!

    OdpowiedzUsuń