niedziela, 6 stycznia 2013

Studniówkowe wspomnienia #1.



Będzie o studniówce.
Ze względu na styczeń i na wspomnienia jakie mnie naszły.
Tegoroczne okolice studniówkowego czasu spędzę po raz trzeci nad książkami, przygotowując się do zimowej sesji. Bal na sto dni przed maturą mam już dawno za sobą. Ale wciąż wspominam z łezką w oku.
Studniówkę uważam za jedno z piękniejszych wydarzeń w moim życiu. Przygotowania sali, kreacji, fryzury, nauka tańca, emocje, pomysły, zmiany, kolejne pomysły, jedzenie, zaproszenia, buty, dekoracje, muzyka, balony, i w końcu sam bal. Było fantastycznie!!
I myślę, że było tak świetnie między innymi dlatego, że w momencie samej imprezy byłam maksymalnie przesiąknięta przygotowaniami. Gdybym się tak dużo nie narobiła, to nie miałabym takiej satysfakcji, nie byłabym dumna z efektu naszej wspólnej pracy i spełniona organizacyjnie.

Studniówka w moim liceum, zgodnie z wieloletnią tradycją odbywa się w szkole. Tak, wiem, wszyscy teraz pomyślą "co za koszmar". Otóż nic bardziej mylnego! Nie dość, że pozwoliło to nam zaoszczędzić na wynajmie sali, mogliśmy salę udekorować od początku do końca tak jak chcieliśmy, to jeszcze byliśmy "na swoim", co dodało uroku całej atmosferze, a klimat studniówki unosił się w szkole na długo przed jej rozpoczęciem oraz na długo po jej zakończeniu. Myślę, że w żadnej hotelowej sali balowej ani nawet na pokładzie promu Stena Line nie czulibyśmy się tak dobrze! Na pewno zdania są podzielone, ale to moja subiektywna ocena. 


Tematem przewodnim studniówki był Hollywood. Uznaliśmy, że jest to dość neutralny motyw i rzeczywiście takim się okazał. Mi bardzo zależało na tym, aby stworzyć kreację wzorowaną stylem Audrey Hepburn, byli również tacy którzy nie chcieli robić balu przebierańców, a na czerwony dywan w amerykańskiej stolicy filmu, każdy mógł się ubrać jak chciał.





Mieliśmy naprawdę wiele pomysłów na dekoracje sali. Chcieliśmy zrobić aleję gwiazd z odciskami naszych dłoni w gipsie, ale ostatecznie odbiliśmy je farbą na papierze i też było dobrze :) 
Dwa słupy sceny zostały przerobione na złote statuetki Oscarów, a na głównej ścianie pojawiły się skaliste wzgórza z napisem Hollywood. Nad stołami zawisły plansze ze zdjęciami gwiazdami światowego kina, ich zdjęciami zostały również przyozdobione filary, a w różnych miejscach sali umieściliśmy plakaty z cytatami z najbardziej znanych filmów. Krzesła, na których siedzieliśmy przy stołach na oparciach miały przyklejone nazwiska aktorów, których sobie wybraliśmy. 
Efekt lampek choinkowych na lustrach był imponujący i dodawał eleganckiej atmosfery. Tak, wiem, że do dziś nie wszyscy odzyskali swoje lampki... Ja również:)

Ciąg dalszy moich studniówkowych wspomnień w kolejnych dniach. Postanowiłam przeżyć to jeszcze raz, a może komuś przyda się opis moich doświadczeń :)






5 komentarzy:

  1. Bardzo fajny motyw przewodni. Ja swoją 100 diówke też wspominam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To musiała być magiczna impreza i wyglądałaś przepięknie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja studniówka również była w szkole. Chciałabym wrócić na moment do tych czasów :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ahh studniówka! Piękne czasy. Moja była na sali bankietowej ale organizowana tylko przez jedną moja klasę i co najlepsze na filmie jesteśmy tylko my. Sukienkę miałam bajeczną.... ;) Motyw Hollywood to ciekawy pomysł u nas było klasycznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj studniówka.. kiedy to było;D az się staro poczułam;p

    OdpowiedzUsuń