sobota, 2 czerwca 2012

Znikające sklepy



Z książki M.O.D.A., o której pisałam w poprzednim poście, dowiedziałam się o istnieniu tzw. sklepów partyzanckich - Guerrilla Stores.

To sklepy, które zjawiają się i znikają po krótkim czasie funkcjonowania. Tak samo jak partyzanci, ukrywający się i często przemieszczający się. Sklepy istnieją w danym miejscu maksymalnie rok, zamyka się je z dnia na dzień, po to by otworzyć je w zupełnie innym miejscu. Nie powstają w centrach miast, lecz w poboczych uliczkach. Nie stosują również żadnej reklamy, ale klienci dowiadują się o nich od swoich znajomych.
Na pomysł znikających sklepów wpadła Rei Kawakubo. Pierwszy taki sklep otworzyła w Berlinie. Był również taki w Warszawie i Krakowie (2007 rok). Mogliśmy tam znaleźć oryginalne marki, takie jak Comme des Garçon. Kawakubo lubi wszystko co szalone, stworzyła na przykład perfumy o zapachu lakieru do paznokci lub palonej gumy.

Od pewnego czasu w Warszawie możemy odwiedzić podobne sklepy. Nazwane są z angielskiego pop-up store. Przedwczoraj zniknął tymczasowy H&M z Cypla Czerniakowskiego, a pojawił się New Look przy Pasażu Wiecha. Sieciówki proponują limitowane kolekcje letnich ubrań i dodatków.

Ciekawa jestem czy typowe sklepy partyzanckie przyjęłyby się w Polsce. Czy nie potrzebujemy więcej czasu na oswojenie się ze sklepem i przekonanie się do niego. Sami przyznajcie - wchodzicie do każdego nowego sklepu, gdy zobaczycie go pierwszy raz? A przecież jeśli odłożymy wizytę na później już go może tam nie być...






Zdjęcia z Guerrilla Store z Warszawy
ul. Koszykowa 1.





Guerrilla Store Berlin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz