środa, 5 października 2011

50-letnie śniadanie w Nowym Jorku


Jakiś niebardzo zorientowany w temacie redaktor onetu poinformował mnie, że dziś pięćdziesiąta rocznica premiery Śniadania u Tiffany'ego. Wszystko byłoby okej w jego artykule gdyby nie to, że co piąte określenie Holly to prostytutka. Otóż uważam, że książkowa wersja bohaterki zasługuje na to miano, lecz postać stworzona przez Audrey ma tyle wdzięku, uroku i klasy, że można ją jedynie nazwać damą do towarzystwa. Poza tym książka Trumana Capote nie była nowelą, ale powieścią- podejrzewam, że to w wyniku błędnego tłumaczenia z angielskiego… I jeszcze kwestia tego, że to Monroe miała zagrać w filmie- „Z Marylin w roli kobiety oczywiście ladacznej chciałoby się zaraz pójść do łóżka bez względu na cenę.”- nooo to byłby iście erotyczny film.


I w ogóle jakiś taki bez smaku ten tekst.

Ciekawie wiedzieć, że premiera miała miejsce 5 października 1961 roku. Minęło pół wieku, a film będę uwielbiać jeszcze przez wiele kolejnych lat!


W dodatku kliknęłam like pod artykułem zanim go przeczytałam, a teraz nie mogę tego cofnąć. Pan Krzysztof się zabezpieczył, a ja dałam się nabrać na fejsbukowe lajkowanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz